Cykl projekcji i introjekcji - Krakowska Szkoła Psychoterapii Psychoanalitycznej

Kraków, ul. Śliska 16, lok. 2
576 305 609
poczta@kspp.edu.pl
Przejdź do treści
Czytelnia
ROBERT HINSHELWOOD
Cykl projekcji i introjekcji - Roger Mone - Kyrle

Przykład: Ubliżający pacjent.

Pacjent przyszedł na sesję analityczną pełen niepokoju dotyczącego swojej pracy:
Pamiętając  podobną sytuację, w której przez weekend pacjent czuł się  zdepersonalizowany i śniło mu się, że zostawił swój „radar” w sklepie i  nie będzie w stanie odzyskać go przed poniedziałkiem, pomyślałem, że w  fantazji zostawił części swojego „dobrego selfu” we mnie. Ale nie byłem  tego bardzo pewien, ani innych interpretacji, które zacząłem dawać.

Zauważmy,  że analityk działa raczej mechanicznie i bez głębszego przekonania.  Myślę, że możemy powiedzieć, że interpretuje treść symboliczną, zamiast  włączać ją do interpretacji wraz z jakimś aspektem przeciwprzeniesienia.  Problem jednak polega na tym: jakiego aspektu przeciwprzeniesienia? A  to jest trudne, ponieważ na tym etapie analityk stracił swój wgląd w to,  co z nim samym się dzieje. Zatem jego niepewność mogła była być  sygnałem, że „utknął” – jednak nie potrafił tego odczuć inaczej niż  tylko jako wrażenie, że niezbyt dobrze mu idzie i powinien bardziej się  starać. Wydaje się, że w tym momencie to pacjent bardziej zdawał sobie,  nieświadomie, sprawę z tego problemu niż psychoanalityk.

A  pacjent wkrótce, z rosnącą złością, zaczął odrzucać wszystkie  [interpretacje]; jednocześnie ubliżał mi za to, że mu nie pomagam. Pod  koniec sesji nie był już wcale zdepersonalizowany, tylko bardzo  rozzłoszczony i pełen pogardy. To ja czułem się bezużyteczny i  zdeprymowany.

Czytelnik  zapewne rozpozna tę interesującą sytuację, w której niepokój pacjenta  dotyczący jego pracy się zmniejszył, natomiast niepokój analityka  dotyczący jego pracy się zwiększył. Analityk pozostał w pozycji, w  której utknął – w fazie introjekcyjnej – w której jest pełen poczucia  bezużyteczności, jakie pacjent rzutował na niego, a której on nie był w  stanie zmetabolizować. Z punktu widzenia pacjenta, przyszedł on na  analizę z pewnym stanem umysłu (niepokojem dotyczącym swojej pracy),  jednak pod koniec sesji ten sam stan zniknął z jego umysłu, natomiast  wątpliwości dotyczyły już pracy analityka. Analityk niestety utknął z  częścią pacjenta, nie pojął wcale tego doświadczenia. Nie ujął tego  doświadczenia w słowa, co mogłoby zapoczątkować proces łagodnej  reprojekcji z powrotem do pacjenta. Istnieją ciekawe aspekty tego, jak  to się stało, oraz istotne implikacje dla dalszych interpretacji:
Kiedy  w końcu rozpoznałem mój stan jako bardzo podobny do tego, który pacjent  opisał na początku, niemal poczułem ulgę związaną z reprojekcją. Ale  było to już po zakończeniu sesji.
Co  ciekawe, analityk w końcu zdołał rozwiązać („zmetabolizować”) we  własnych myślach to, co się stało, ale dopiero po zakończeniu sesji.  Niemniej jednak przyniosło mu to ulgę.

Na początku następnej sesji pacjent był w tym samym nastroju – nadal bardzo rozgniewany i pełen pogardy.
Pacjent przyszedł na następną sesję tkwiąc nadal w swojej fazie projekcyjnej:
Powiedziałem  mu wtedy, że sądzę, iż on ma poczucie, że sprowadził mnie do stanu  bezużytecznej mglistości, w jakim on sam był, i że uważa, że zrobił to  biorąc mnie „na dywanik”, zadając pytania i odrzucając odpowiedzi, tak  jak to robił jego prawny ojciec.
Widzimy  zatem jak psychoanalityk dochodzi do siebie i jest w stanie zebrać  słowa; nie opisuje jednak pierwotnej sytuacji, bo na to jest już za  późno: „nie było sensu próbować podejmować wątku tam, gdzie go zgubiłem.  Pojawiła się nowa sytuacja, która miała wpływ na nas obu”. To właśnie  tę nową sytuację trzeba było teraz zinterpretować – to, w jaki sposób  psychoanalityk dał pacjentowi okazję do wyzyskania swojej nieudolności,  aby pacjent mógł wyrazić (zakomunikować) coś z własnego uczucia  bezużytecznej mglistości oraz to, w jaki sposób to uwolniło pacjenta od  jego nieprzyjemnego stanu umysłu:
Jego reakcja była uderzająca. Po raz pierwszy od dwóch dni ucichł i zamyślił się.

Czytelnik  jest już przyzwyczajony do znaczenia takiej reakcji. Zachowanie  pacjenta nagle uległo zmianie: stał się bardziej cichy i zamyślony.  Proszę zwrócić uwagę na zmianę w zdolności do myślenia. Kiedy  psychoanalityk był już w stanie poddać refleksji własne doświadczenie i  uporządkować je w słowach, pacjent znacząco zwiększył zdolność do  myślenia o swoim doświadczeniu:
Następnie  stwierdził, że to wyjaśnia, dlaczego wczoraj był na mnie taki zły:  czuł, że wszystkie moje interpretacje odnoszą się do mojej choroby, a  nie do jego.

Myślę,  że jest jasne, że pacjent nagle nabył nową zdolność do uchwycenia  własnego postrzegania tej sytuacji, zamiast po prostu reagować na nią,  gwałtownie protestując przeciwko analitykowi. Byłoby nam trudno  kwestionować pogląd analityka, który uznał, że jego interpretacja  zabrzmiała prawdziwie dla pacjenta i przywróciła część jego mentalnego  funkcjonowania.
Ten opis sytuacji krok po  kroku, jakby „w zwolnionym tempie”, pokazuje, jak projekcja dokonana  przez pacjenta pasowała do pewnego problemu analityka, który zaczął się z  tym problemem identyfikować i niepokoić się nim. Analityk nie potrafił  sobie poradzić z tym doświadczeniem – przynajmniej nie od razu – i  podobnie jak pacjent, został przez niego przytłoczony. W efekcie  analityk utknął w uczuciu bezużyteczności i mglistości. Aby uratować  sytuację, musiał przeprowadzić
cichą  autoanalizę obejmującą rozróżnienie dwóch rzeczy, które mogą być  odczuwane jako bardzo podobne: mojego własnego poczucia niekompetencji  związanego z utratą wątku, oraz pogardy pacjenta dla swojego  impotentnego selfu, która w jego odczuciu była we mnie.

To  rozróżnienie jest kluczowym momentem. Pewien aspekt pacjenta i pewien  aspekt analityka spotkały się w analityku, a pomylenie tożsamości (kto  był chory?) wymagało rozwikłania, ponieważ w pewnym sensie obaj byli  chorzy w tym momencie.
Rozważmy to z  innego punktu widzenia, który już znamy. Dotyczy on jakości projekcji –  stopnia agresji w niej zawartej. Kiedy podmiot – pacjent lub analityk –  używa wielkiej agresji w nieświadomej fantazji, to jest bardziej  prawdopodobne, że efektem będzie wikłający zamęt w umyśle drugiej osoby.  Celem dla analityka jest, co najmniej, dokonanie reprojekcji z mniejszą  agresją, niż pierwotnie użył pacjent.
Wróć do spisu treści