Spotkanie umysłów - Krakowska Szkoła Psychoterapii Psychoanalitycznej

Kraków, ul. Śliska 16, lok. 2
576 305 609
poczta@kspp.edu.pl
Przejdź do treści
Czytelnia
ROBERT HINSHELWOOD
Spotkanie umysłów - Irma Brenman Pick

Przykład: Mężczyzna, który był wrażliwy.

Pan A, opisany przez Irmę Brenman Pick, przyjechał do Londynu po psychoanalizie za granicą:
Przyszedł  na sesję kilka godzin po wypadku samochodowym, w którym na jego stojący  samochód najechał inny pojazd; samochód został mocno zniszczony, a on  sam miał duże szczęście, że nie został poważnie ranny. Wyraźnie był  nadal w szoku, jednak nie mówił nic ani o szoku, ani o strachu. Zamiast  tego wyjaśniał z przesadną starannością, co się wydarzyło, oraz jakie  stosowne kroki podjął przed i po kolizji. Powiedział dalej, że  przypadkiem niedługo po wypadku zadzwoniła do niego matka (która mieszka  w tym samym kraju, co jego poprzedni analityk), a gdy powiedział jej o  wypadku, odrzekła: „Nie zadzwoniłabym, gdybym wiedziała, że masz tak  okropną wiadomość. Nie chcę nic o tym słyszeć”. Pacjent stwierdził, że  dzięki poprzedniemu analitykowi wiedział, że musi zrozumieć, że jego  matka nie potrafi zachowywać się inaczej i to zaakceptował.

Mamy  tu przed sobą, tak jak miała psychoanalityczka, pacjenta, który wygląda  na bardzo chętnego do współpracy i wie, jak sobie radzić z szokiem.  Pacjent bardzo dobrze zdaje sobie sprawę z wpływu „złej wiadomości” na  jego matkę, która nie chce tej wiadomości słyszeć oraz z tego, jak ważne  dla jego matki i poprzedniego analityka jest jego „zrozumienie”.

Pacjent  był jednak bardzo zły na tego drugiego kierowcę [sprawcę wypadku] i  wojowniczo wyrażał swoją determinację, że będzie go ścigał, jeśli trzeba  sądownie, i że sprawca będzie musiał zapłacić za wszystkie szkody.

Pomimo swojego zrozumienia, pacjent był też w stanie poczuć szybką, pieniacką urazę:

Sądzę,  że bardzo żywo zakomunikował swoje przekonanie, że będzie musiał znosić  samemu – albo wznieść się ponad – szok, strach i wściekłość, wywołane  zarówno przez wypadek, jak i reakcję nań jego matki. Nie tylko uważał,  że jego matka nie chce słuchać okropnych wiadomości, ale też, że  analityczka nie chce słuchać okropnej wiadomości o tym, że istnieje  matka/analityczka, która go nie słucha, ani nie dzieli z nim bólu. Miał  natomiast poczucie, że został nauczony „rozumieć” matkę lub słuchać  analityczki z gniewnym, ukrytym przekonaniem, że matka/analityczka nie  chce słuchać o jego udrękach.
 
Ochronna  postawa pacjenta wobec jego matki jest tu dostatecznie wyraźna; i to  dlatego on jest tak rozumiejący. Ale analityczka mówi nam również, że  według pacjenta analityczka też nie chce słuchać złych wiadomości. Czy  rozumiemy Brenman Pick w tym kroku? Rzecz w tym, że pacjent rozmawia tak  spokojnie z analityczką, gdy w rzeczywistości bardzo cierpi, a to musi  oznaczać, że według niego ona też nie mogłaby znieść udręczonego  pacjenta. Można by powiedzieć, że w istocie pacjent nie wykorzystuje  właściwie analityczki, aby dokonać na nią projekcji swojej udręki  dotyczącej wypadku samochodowego. Uważa, że podobnie jak poprzedni  analityk, również ta analityczka będzie domagać się raczej jego  zrozumienia niż skarg. Ale nieświadomie jest tam też inna postawa:
 
Pacjent  przystał na ten stan rzeczy, wziął się w garść, zrobił pokaz poprawnego  zachowania, stał się tak zwaną „rozumiejącą” [„wyrozumiałą”] osobą.  Udrękę znoszenia bólu zastąpił kompetencją w robieniu tego, co słuszne,  ale daje nam znać, że nieświadomie będzie realizował swoje skargi do  gorzkiego końca.
 
Ten  pacjent rozszczepia swój obiekt: na analityczkę, którą musi rozumieć i  chronić, oraz na analityczkę, którą nieświadomie będzie ciężko oskarżał:
 
Rozważmy  teraz, co miało miejsce w tej sesji. Pacjent wywarł pewien wpływ będąc w  swoim „kompetentnym” trybie radzenia sobie z uczuciami, ale  zakomunikował też swoje pragnienie posiadania takiej analityczki/matki,  która przyjęłaby jego strach i wściekłość. Zintepretowałam tę tęsknotę  za kimś, kto nie odłoży telefonu, tylko przyjmie i zrozumie to, jak się  odczuwa taki niespodziewany wstrząs…
 
Zatem  obecna psychoanalityczka faktycznie odczuła pewien wpływ ze strony  pacjenta – dokonał on jednego rodzaju projekcji; to nie była projekcja  jego szoku, tylko jego samotności. I analityczka może nam (teraz)  powiedzieć, że prezentowanie przez niego swojej samotności poprzez  stoickie „zrozumienie” rzeczywiście wpłynęło na jej macierzyńskie  uczucia i wywołało współczucie:
 
…to  zakłada przeniesienie, w którym na analityczkę nakłada się bardziej  rozumiejącą [wyrozumiałą] figurę matki. Sądzę jednak, że to się łączy z  pewną częścią analityczki, która może pragnąć „matkować” pacjentowi w  takiej sytuacji.
 
Analityczka  przyjęła nie tylko sytuację, w której syn czuł się całkowicie  osamotniony, ale co ważniejsze, przyjęła też bardziej wrażliwy rodzaj  „matki”, która potrafi odczuć osamotnienie pacjenta. I ta „dobra” matka  połączyła się z jej własnymi uczuciami macierzyńskimi. Taka reakcja  wydaje się całkiem naturalna, jednak Brenman Pick postrzegała swoją  reakcję z pewną podejrzliwością:
 
Zostałam  zwabiona do stanu, w którym albo mogłam podziwiać to rozsądne,  kompetentne podejście, albo mogłam sprawiać wrażenie, że je potępiam.  Złapałam się na tym, że czuję się lepsza i osądzam matkę, poprzedniego  analityka i jego własną „kompetencję”.
 
Na podstawie swoich reakcji analityczka zauważyła, że pacjent odnalazł w niej  pewien szczególny aspekt wewnętrznej matki, na który mógł projektować –  aspekt, który potrafi odczuwać lepiej od innych. Brenman Pick zauważyła  u siebie poczucie własnej wyższości: że potrafi matkować pacjentowi  „lepiej” niż jego własna matka; lepiej też niż jego poprzedni  psychoanalityk, który również zdawał się sugerować, że kompetencja jest  tym, czego pacjentowi trzeba; a także lepiej niż wewnętrzna matka  pacjenta, która wymaga od niego kompetencji. Brenman Pick zauważyła, że  ochoczo wplątała się w rozszczepienie między nią samą, czyli całkowicie  „dobrą” matką, a wszystkimi tymi „złymi” matkami:
 
Czy  byłam stroną pozywającą je wszystkie do sądu?… Musiałam wtedy pokazać  pacjentowi, że on uważa, iż prezentując mi tak okropny obraz swojej  matki/analityczki, skłonił mnie do przekonania, że jestem inna i lepsza  od nich.
 
W końcu  analityczka zdała sobie sprawę, że jej poczucie wyższości wiązało się ze  skierowanym do niej przez pacjenta zaproszeniem, by została najlepszą  ze wszystkich matek. W ten sposób analityczka dołączyła do pacjenta we  wzorcu interakcji, który jemu – a także, na pewnym poziomie, jej –  wydawał się doskonale sensowny. Problem w tym, że ten wzorzec interakcji  przyczynia się jedynie do powtarzania oczekiwań pacjenta. A te  oczekiwania, wynikające z zastosowania mechanizmów rozszczepienia w  przeniesieniu, trzeba raczej zrozumieć niż powtarzać.
 
Brenman  Pick uważała, że pacjent mógł aktywnie wspierać tę sytuację; że będzie  miał pewną świadomość, co będzie czuła matka. On uważał, że jego własna  matka nie chce słuchać złych wiadomości i zimno się od niego odcina, i  najwyraźniej miał w tym rację. Jednak pacjent ma też koncepcję idealnej  matki, której szuka w reakcjach psychoanalityczki. Brenman Pick zachęca  do pytania: czy powinna reagować czy interpretować? Gdy reaguje na jego  tęsknotę, żeby być wysłuchanym ze współczuciem, to jej zdaniem, wspólnie  powtarzają jego wzorzec rozszczepienia. Co więcej, jest skłonna  twierdzić, że to głęboko pogrzebane odegranie musi być wzorcem  przeniesienia o charakterze nawykowym, i że ona bardziej przysłuży się  pacjentowi, jeśli pomoże mu zrozumieć, że on może mieć wybór, czy nadal  robić te projekcyjne manewry w umysłach innych osób, czy nie.
 Właściwym zadaniem jest zatem uwzględnienie własnej reakcji w interpretacji.  „Rzecz w tym, że musimy radzić sobie z uczuciami i poddawać je  refleksji” (Brenman Pick, 1985, s. 41). Odpowiada to zaleceniu Heimann,  by analityk „utrzymywał swoje uczucia, a nie wyładowywał ich tak  jak pacjent” (Heimann, 1960, s. 152). Zarówno Money-Kyrle, jak i Brenman  Pick sugerują, że psychoanalitycy (a zatem także sama psychoanaliza)  nie są doskonali; popełniają błędy i mają mieszanki uczuć i motywów  (pozycja depresyjna). Podobnie jak pacjent, mają swoje pragnienia: „żeby  eliminować dyskomfort oraz komunikować i dzielić swoje doświadczenia;  zwykłe ludzkie reakcje. Częściowo pacjent poszukuje odgrywającej  reakcji, a częściowo analityk ma impuls, by odgrywać – a część tego  znajdzie swój wyraz w interpretacji” (Brenman Pick, 1985, s. 36). O  swoim wejściu w rolę matki Brenman Pick pisze tak: „Jeśli nie jesteśmy w  stanie przyjąć i poddać refleksji takiej reakcji u siebie [np.  pragnienia matkowania], to albo odgrywamy dogadzając pacjentowi  faktycznym matkowaniem (to można robić werbalnie lub za pomocą innych  współczujących gestów), albo możemy tak się przerazić zrobienia tego, że  zastygamy i nie jesteśmy w stanie dosięgnąć pragnienia pacjenta, by mu  matkowano” (Ibid., s. 38). Brenman Pick rozwinęła te momenty  zablokowania [utknięcia], na które wskazywał Money-Kyrle, ze szczegółami  dotyczącymi łączenia specyficznej części osobowości analityka (którą  pacjent doskonale poznaje) z pewnym aspektem pacjenta.
Wróć do spisu treści